Przejdź do treści
Z padoku20 maja 2026 · 3 min czytania

Z arkusza Excela prosto pod nos

Dlaczego zbudowaliśmy Nose, zamiast naprawiać kolejną komórkę #DZIEL/0!.

Przez większość tygodni o tym nie myślę. Prowadzę stajnię, uczę we wtorki i czwartki wieczorem, sprzątam boksy, rozmawiam z kowalem, wysyłam faktury. Normalne życie właściciela stajni.

A potem przychodzi niedziela. Dzieci śpią, w kuchni jest cicho, a ja otwieram arkusz.

Arkusz z dziesięcioma zakładkami

Pod koniec nasz arkusz miał dziesięć zakładek: Jazdy, Jeźdźcy, Konie, Instruktorzy, Karnety, Płatności, Wypłaty, Koszty, Przychody stajni i „Różne” — miejsce na wszystko, czego nie umieliśmy włożyć gdzie indziej.

Działał. Chcę to powiedzieć uczciwie: przez lata naprawdę działał. Arkusz jest jednym z najbardziej elastycznych narzędzi, jakie mały biznes może dostać do ręki. Mieliśmy każdą liczbę. Każdą datę urodzin. Wiedzieliśmy, który koń odmawia pracy z którym dzieckiem.

Co naprawdę zaczyna się psuć

Trzy rzeczy psuły się zawsze w tej samej kolejności:

  1. Pamięć. Jeździec pytał, ile jazd zostało mu na karnecie. Musiałem otworzyć arkusz, znaleźć jego wiersz, policzyć zaznaczenia. W piątek wieczorem, przy dwunastu osobach w hali, czasem po prostu zgadywałem.
  2. Rozliczenia instruktorów. Trzech instruktorów, każdy na innym procencie, każdy prowadzi inne jazdy. Liczenie wypłat zajmowało całą niedzielę. Naprawdę się tego bałem.
  3. Przekazywanie obowiązków. Kiedy znajoma zastępowała mnie przez dwa tygodnie, napisałem sześć stron instrukcji, żeby wyjaśnić, jak działa arkusz. I tak nie dało się tego dobrze przekazać.

Czwartą rzeczą, do której długo nie chciałem się przyznać, byłem ja sam. Siedziałem przy kuchennym stole o dziewiątej wieczorem, myśląc jednocześnie o jazdach, pieniądzach i koniu, którego powinien obejrzeć weterynarz. O północy dopiero wstawałem od laptopa.

Co sprawdziliśmy najpierw

W 2025 roku przetestowaliśmy sześć produktów. Dwa były narzędziami dla siłowni z doklejonym koniem. Jeden był dla klubów tenisowych i nie rozumiał, że koń też jest zasobem, który się męczy. Dwa były enterprise'owymi SaaS-ami za 400 euro miesięcznie i dwa dni wdrożenia. Jeden faktycznie był dla stajni — ale działał sensownie tylko na komputerze stacjonarnym, co brzmi absurdalnie dla każdego, kto choć raz stał w siodlarni.

Żaden nie rozwiązywał problemu niedzielnego wieczoru.

Zaczęliśmy więc budować. Powoli. Najpierw dla własnej stajni. Pierwsza wersja Nose była jednym ekranem: dzisiejsze jazdy, kto zapłacił, kto nie. Działała w telefonie. To był grudzień. W lutym korzystały z niej dwie sąsiednie stajnie.

Pierwszy tydzień z Nose

Pierwszy tydzień jest testem. Jeśli właściciel stajni nie zobaczy wartości w pierwszym tygodniu, wróci do arkusza. Widzieliśmy to przy innych narzędziach.

Nowe stajnie prosimy o kilka rzeczy, dokładnie w tej kolejności:

  • Dodaj konie. Dziesięć minut.
  • Dodaj instruktorów. Pięć minut.
  • Dodaj jazdy z tego tygodnia — tylko z tego. Pół godziny w normalnej stajni.
  • Stop. Wsiądź na konia. Wróć jutro.

Do środy sprzedają karnet. Do piątku robią rozliczenie wypłat, które kiedyś zabierało niedzielę. Do drugiej niedzieli, jak nam mówią, kuchenny stół jest pusty.

Co zmieniło się w niedziele

Nadal robię księgowość w niedzielę. Nie dlatego, że muszę — dlatego, że lubię. Dwadzieścia minut, kubek herbaty. Przeglądam tydzień, sprawdzam wypłaty instruktorów, które Nose policzyło już w poniedziałek, i czytam notatki od jeźdźców.

Potem zamykam laptopa i oglądam film z mężem. To jest cała zmiana. Nie dramatyczna. Bez zdjęcia „przed i po”.

Ale każdy właściciel stajni, któremu pokazałem Nose, powiedział to samo własnymi słowami: odzyskałem niedzielny wieczór.

To właśnie sprzedajemy. Oprogramowanie jest tylko środkiem.

~ Daniel ✌️

Z arkusza Excela prosto pod nos · Horsenose